×
Recenzja patronacka: "Debeściara" Ewa Pirce

Recenzja patronacka: "Debeściara" Ewa Pirce

Uwielbiam się śmiać, a jak trafiam na książki, które są napisane z fajnym humorem, to cieszę się ogromnie. Jakiś czas temu otrzymałam od wydawnictwa Wieża Czarnoksiężnika propozycję patronatu nad komedią romantyczną. Przeczytałam opis, sprawdziłam autorkę i zgodziłam się objąć książkę swoim patronatem. I naprawdę wcale tego nie żałuję.
Twórczość pani Ewy Pirce nie była mi wcześniej znana, czytałam tylko opowiadanie z jednej antologii i już wtedy podobał mi się styl autorki. A tutaj tego humoru mamy naprawdę sporo. Jeśli zatem chcecie wiedzieć, czy spodobała mi się komedia obyczajowa, to czytajcie dalej.

Informacje ogólne:

Tytuł: Debeściara
Autor: Ewa Pirce
Oprawa: miękka
Ilość stron: 228
Premiera: 05.06.2020

Opis:

Monika nie ma szczęścia w życiu… Kot złośliwie wchodzi jej pod nogi, prysznic zacięcie atakuje zimną lub gorącą wodą, praca nie chce jej znaleźć, a wredne współlokatorki tylko dolewają oliwy do ognia. Niech je szlag! Albo lepiej: niech im tipsy odpadną!
Jednak pewnego dnia los stawia na jej drodze nieziemsko przystojnego mężczyznę, który ku zaskoczeniu wszystkich okazuje dziewczynie swoje zainteresowanie. Wkrótce potem Monika znajduje wprost idealną pracę, do której nie ma za grosz kwalifikacji, choć jakimś cudem zostaje przyjęta.
Lecz czy ta dobra passa szybko się nie skończy? Zwłaszcza kiedy pracodawcy odkryją, że jej CV niewiele ma wspólnego z nią samą, a nowy amant przekona się, że życie nowopoznanej to pasmo porażek…
Dziewczyna staje na rzęsach, aby zachować twarz, mimo iż wpadka goni wpadkę, a wiatr wieje jej w dekolt. Ale przecież z każdej krępującej sytuacji można wyjść obronną ręką (albo ponętną piersią, jeśli mowa o częściach ciała), znaleźć wytłumaczenie, nawet jeśli trzeba nagiąć prawdę… Ale tylko ociupinkę!
Jednak czy to wystarczy, aby wyjść na prostą w świecie, który najwyraźniej sprzysiągł się przeciwko niej i na każdym kroku jej o tym przypomina? Dobrze chociaż, że ma nieodparty urok osobisty (nie zaprzeczajcie!) i nie należy do tych, które chętnie nadstawiają drugi pośladek...

Opinia/recenzja:

Monika jest kobietą po trzydziestce, ale wcale się do tego nie przyznaje. Jest atrakcyjna, jednak ilość wpadek jakie przydarzają jej się w ciągu dnia przewyższa logiczne myślenie. Dziewczyna szuka pracy, w tym celu umiejętnie tworzy CV, aby spełniało wszystkie wymagania ewentualnego pracodawcy. Pewnego dnia (jak zwykle w dosyć śmiesznych okolicznościach) poznaje Juliana, bardzo przystojnego i zamożnego mężczyznę. Czyż można chcieć więcej? Czy Monika zdobędzie serce Julka i przy okazji nie zrobi sobie krzywdy? 

Książka nie jest wielka, ani przesadnie gruba. Okładka przyciąga wzrok, a jej ciepły słoneczny kolor od razu dodaje energii. Poza tym okładka jest minimalistyczna i bardzo wymowna.  Papier jest lekki, szary z wyraźną czcionką. Każdy rozdział zaczyna się tytułem: "Wpadka nr ..." oraz jakimś chińskim przysłowiem. Całość oceniam na 5, fajne jest to, że książka wygodnie leży w dłoni.

W całej książce mamy narrację pierwszoosobową, historia jest opowiadana z perspektywy głównej postaci i uważam, że to był naprawdę dobry zabieg. W ten sposób możemy spojrzeć na świat jej oczami i mieć zupełnie inne przemyślenia z lektury. Cały styl jest, jak już zaznaczałam, bardzo humorystyczny i pasuje do gatunku i książki. Dobór słownictwa jest interesujący, choć sama wielu określeń nie używam, a niektóre czasem lekko mnie raziły. Podoba mi się to, że wcale nie ma tu wielu przekleństw. Te pojawiają się bardzo rzadko i w odpowiednich momentach, co wcale nie psuje historii.

Główna bohaterka, Monika, to jest ewenement na sto fajerek! Kobieta, przy której nie wiadomo jak się zachować, czy brać ją na poważnie, czy tylko się śmiać. Co mogę o niej powiedzieć? Na pewno to, że jest trochę głupiutka, łatwowierna, bywa infantylna i dziecinna (tak, i taka i taka) i ma dobre serce.  Jednak sam fakt, że nie potrafi trzymać języka za zębami sprawia, że łatwo wpada w tarapaty. Wielokrotnie jej odzywki trafiają bardzo celnie, nie ma skrupułów w wyrażaniu własnych myśli, ale też miewa rację. Nie lubi swoich współlokatorek i to ze wzajemnością. Gdy te wyśmiewają się z niej, ta odwdzięcza się taką litanią, że można paść. Ileż to razy łapałam się za głowę, bo nie mogłam uwierzyć jakie czasem bzdury wygaduje. Podobną ilość razy łapałam się za brzuch, musiałam robić przerwy w lekturze, bo tak się śmiałam, że aż miałam problemy z oddychaniem.

Monika i Julian to bardzo specyficzna para, on jest bogaty i przystojny (no bo jakże inaczej!), ona bez studiów wyższych i bez większych osiągnięć. No to co ich napędza? Z pewnością wpadki dziewczyny przy każdej możliwej okazji uświadamiają Julkowi, że chciałby jej pomagać i ją wspierać. Poza tym - seks. Tak, to z pewnością nie jest książka dla młodzieży. Opisy bywają bardzo dosadne, ale nie są wulgarne, ani przesadzone. Jednak są, co za tym idzie jest to tylko dla dorosłego odbiorcy. Mimo iż główna postać może sprawiać dużo kłopotu czytelnikowi, bo nie wiadomo do końca co o niej myśleć, można poczuć do Moniki coś na kształt lekkiej sympatii. Poza tym, ja wcale się nie dziwię, że przyprawia mężczyzn o chęć opieki nad nią. Jest naprawdę atrakcyjna, umie korzystać ze swoich walorów, a że zachowuje się jak głupia blondynka, to wielu facetów z pewnością nakręca. Choć fabuła jest bardzo schematyczna, można całkowicie przewidzieć co się tam wydarzy, bo nie ma nic odkrywczego, to dzięki dużej dawce humoru naprawdę przyjemnie się czyta. Gdyby książka nie była taka śmieszna, to byłaby zwykłym i bardzo typowym romansem, bądź mocniejszą (o sceny intymne) bajką dla dorosłych.

Na pierwszy rzut oka cała powieść wydaje się dość płytka, jednak ja odnalazłam w niej coś, co mnie mocno zastanowiło - rodzice Moniki. Wielokrotnie miałam nieodparte wrażenie, że w jej rodzinnym domu nie było rozmów, nie było wsparcia, miłości i przytulenia. Choć jest dorosła rodzice wciąż traktują ją jak bardzo małe dziecko, karzą za złe zachowanie i ciągle się czegoś czepiają. Ona sama też przy nich tak się właśnie zachowuje. Jak dziecko złapane na gorącym uczynku. W sumie to jest przykre, bo nie miała wzorców aby uczyć się na swoich błędach, aby zrobić coś lepszego ze swoim życiem, tylko stawiała na łatwiznę. Dziewczyna przy trudniejszych sytuacjach i problemach ma odruch ucieczki. Dopiero dzięki Julianowi uczy się stawiać czoła problemom i nie ukrywać pod kocem.

Podsumowując, "Debeściara" jest lekka, dosyć przyjemna i pełna humoru. Nie każdemu taki rodzaj dowcipu odpowiada, ja sama miałam momenty zniesmaczenia, zrezygnowania, łapania za głowę. Było także dużo chwil śmiechu po pachy. Słownictwo jest bardzo specyficzne, dość proste i pasujące do głównej bohaterki opisującej swoje liczne wpadki. Warto na nie uważać, jednak można się do niego przyzwyczaić. Fabuła jest przewidywalna, nie ma tu nowości czy nutki oryginalności ale przyjemnie się czyta. Bohaterka wprawia czytelnika w zdumienie, powoduje, że łapiemy się co chwila za głowę z powodu rzeczy, które wymyśla. Czasami mamy ochotę ją wytargać za włosy i powiedzieć: "Kobito, weź się ogarnij"; czasami chcemy ją pogłaskać po głowie i przytulić. To takie dziecko we mgle, łatwowierne, infantylne i interesowne. Mimo to da się ją polubić. Książka nie powala na kolana, nie zachwyca, nie jest to lektura ambitna. Jednak na smutne, szare wieczory będzie jak znalazł. Z pewnością wielu kobietom poprawi nastrój. Wątpię, by spodobała się mężczyznom (ale kto wie?). Ja się uśmiałam i mimo wszystko polecam.

Ocena końcowa: 6/10

PS. Na stronie Facebookowej w najbliższy weekend pojawi się konkurs, w którym będą do wygrania aż dwa egzemplarze książki! 


8
Copyright © Felicjada , Blogger